Cmentarz pomysłów

photo-1427806208781-b36531cb09ef

Niezliczoną ilość razy zdarzało się, że między jawą a snem, w mojej głowie rodził się pomysł. Olśnienie, genialne w swojej prostocie. I tak rodził się następny, i kolejny, i dużo z nich umarło. Jedne śmiercią naturalną – zostały zapomniane wraz z otwarciem powiek i oślepieniem przez blask słońca o poranku. Inne zginęły tragicznie podczas zderzenia wizji z szarą rzeczywistością. Ile z tych pomysłów nie ujrzało światła dziennego. Ale w pewnym momencie natrafiłam na prezentację (wyszukiwarka Google nijak nie może mi w tym momencie pomóc w jej odnalezieniu), która uzmysłowiła mi jedną ważną rzecz – od koncepcji do realizacji daleka droga, to rzecz jasna, ale sam fakt zrealizowania pomysłu do końca (jakkolwiek by on nie wyszedł) jest lepsze, niż pozwolenie na umieszczeniu go na cmentarzu, aby nękał mnie po nocach swoją idealną wizją. I nie neguję tu staranności i dbania o jak najlepszą jakość. Nie dajmy się jednak spraliżować, jeśli realizacja odbiega od pierwotnej, perfekcyjnej koncepcji, która siedziała nam w głowie.

Bo tworzenie to nie tylko natchnienie, ale w ogromnej mierze praca wymagająca dobrej organizacji i samodyscypliny. Dlatego odsyłam Was teraz do osób, które na ten temat mogą wypowiedzieć się z własnego doświadczenia.

Styledigger, która pisze o procesie twórczym, a dokładniej o tym, czego nauczyło ją pisanie własnej książki i dlaczego wena jest przereklamowana.

Pisanie to umiejętność jak każda inna – jeśli regularnie piszemy, konstruowanie tekstu i formułowanie myśli będzie szło nam coraz sprawniej. „Czekanie na wenę” jest często najzwyklejszą prokrastynacją. Jeśli nie idzie nam pisanie, warto pójść na krótki spacer, zmienić miejsce pracy, a w końcu po prostu się przymusić do rozpoczęcia – to zwykle najtrudniejszy krok.

Anna Piwowarska rozważa, czy czytanie bardziej pomaga, czy przeszkadza w pisaniu?

Znamienne jest także, że bardzo często porównujemy się do najlepszych twórców w ich najlepszym momencie – nie wtedy, kiedy zaczynali. Nie do ich pierwszych prób poukrywanych po szufladach i folderach. Często nawet nie do debiutów. A przecież własny styl, własna pisarska fraza to coś, co się wypracowuje – pisząc, kreśląc, wyrzucając do kosza. I dotyczy to nawet Noblistów.

Więcej na ten temat dowiecie się na spotkaniu z Jackiem Kłosińskim „Trudne życie twórcy – jak połączyć kreatywność ze skuteczną realizacją własnych pomysłów”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *